​Ballada "Lilije" - analiza i interpretacja

Jedna z najbardziej przemawiających do zbiorowej wyobraźni spośród całego zbioru, ballada Lilije Adama Mickiewicza, jest świadectwem okresu w życiu autora, gdy nudząc się jako nauczyciel, uciekał w romanse oraz świat wyobraźni, którą pobudzał z wielką pasją zbierając ludowe podania i opowieści o duchach.

Ballada Lilije - analiza

Ballada, z definicji ma być utworem zrytmizowanym i melodyjnym, łatwo wpadającym w ucho i zapamiętywanym. Pod tym względem ballada Lilije jest reprezentantem gatunku w stylu klasycznym. Jest utworem zbudowanym ze zwrotek, które choć mają różną ilość wersów, są jednak zrytmizowane zdyscyplinowanym układem rymów. 

Pozornie złamanie zasady regularnej strofiki nie służy rytmizacji, ale w przypadku tej ballady jednak jej nie zakłóca. Wersy są raczej krótkie, co nadaje balladzie dynamizm, Występujące w Lilijach środki stylistyczne, takie jak epitety (ostre szabelki, ciemny las), metafory (...Cerkiew zapada w głąb. Ziemia ją z wierzchu kryje, Na niej rosną lilije, A rosną tak wysoko, Jak pan leży głęboko.), anafory (Jak pan leży głęboko; Jak pan leży głęboko, Bieży zaraz do lasu. Bieży w dół do strumyka), porównania (A rosną tak wysoko, Jak on leży głęboko), wykrzyknienia (Jadą, jadą panowie, Nieboszczyka bratowie!), pytanie retoryczne (Lecz kto weźmie? Kto straci?) budują nastrojowość tego dynamicznego i mocnego w przekazie ideowym utworu, podkreślając znaczenie, uwypuklając jego grozę, względnie skłaniając do refleksji. 

Reklama

Cała fabuła ballady jest, jak zaznaczył autor, ludowego rodowodu - poeta opracował literacko historię, której kanwą jest liryk zaczerpnięty z poezji ludowej. Przez wprowadzenie partii narratora będącego sprawozdawcą i komentatorem widzianych przez siebie i ocenianych surowo zdarzeń, zyskujemy możliwość poznania świata przeżyć wewnętrznych bohaterów, a także ich motywacji i kierujących nimi uczuć. 

Partie dialogowe wprowadzają do utworu elementy dramatu, a ich rola polega również na dostarczeniu materiału do charakterystyki zachowań i postaw bohaterów. Inicjatywą poety są również fragmenty opisujące szczególny typ romantycznej przyrody, która nie ogranicza się do roli mrocznego i tajemniczego tła, ale współuczestniczy w wydarzeniach, np. na swój sposób wołając o zbrodni dokonanej przez wracającą do domu panią: 

Potem cała skrwawiona,/Męża zbójczyni żona,/Bieży przez łąki, przez knieje,/I górą, i dołem, i górą;/Zmrok pada, wietrzyk wieje;/Ciemno, wietrzno, ponuro./Wrona gdzieniegdzie kracze/I puchają puchacze

Do ludowej opowieści Mickiewicz dodał jeszcze elementy historyczne umiejscawiające utwór w czasach średniowiecza, o czym można zorientować się wiedząc, że mąż pani uczestniczy w wyprawie Bolesława Chrobrego (lub Śmiałego) na Kijów. Poza tym narrator skąpi bliższych wiadomości na temat bohaterów - nie są podane żadne ich imiona, nie ma elementów pogłębionej charakterystyki. 

Są oni raczej sprowadzeni do określonych typów i funkcji rodzinnych lub podyktowanych przez profesję: pani-żona, pan-mąż, bracia, pustelnik, dzieci. W efekcie poeta zyskuje walor uniwersalności utworu - snuje opowieść, której bohaterowie mogą żyć w każdym miejscu i czasie.

Ballada Lilije - interpretacja

W balladzie mamy do czynienia z historią zbrodni, tym straszliwszej, że zaplanowanej z premedytacją. Snop światła skierowany jest na osobę zabójczyni, której czyny stanowią oś akcji utworu. To z jej punktu widzenia najczęściej czytelnik może ocenić sytuację, choć głos narratora pochodzi z zewnątrz - wyeksponowane są tylko myśli i uczucia bohaterki. 

Pozostawiona w domu przez męża, który wyruszył na wyprawę na Kijów wraz z królem Bolesławem, czekała na niego długo: Lato za latem bieży,/Nie masz go z bojowiska;/Ja młoda śród młodzieży,/A droga cnoty śliska!/Nie dochowałam wiary. Bohaterka ma obawy: Ach! biada mojej głowie!/Król srogie głosi kary;/Powrócili mężowie. 

Z racji na realia epoki, w której umieścił swą balladę Mickiewicz, lęk pani jest uzasadniony i w pełni zrozumiały. Ale droga, którą wybiera, by ukryć swą winę, jest bezwzględna: męża, który wraz ze swymi braćmi wracał z wyprawy i stęskniony wyprzedził ich, by szybciej spotkać się z małżonką, spotkała szybka śmierć - pani w niespodziewającego się niczego przybysza, godzi nożem. Potem sama grzebie zwłoki, a miejsce pochówku zasiewa tytułowymi liliami, wyśpiewując przy tym magiczne zaklęcie: Rośnij kwiecie wysoko,/Jak pan leży głęboko. /Jak pan leży głęboko,/Tak ty rośnij wysoko. 

Jest to symbolicznym zobrazowaniem gry pozorów, której od tej pory będzie używać bohaterka ballady. Prawda ma tak głęboko zapaść się w głąb, jak wybujałe stać się mają pozory. Ale jednak nie jest łatwo. Pani ma psychikę zbyt słabą na to, by być zbrodniarką. Już w chwilę po dokonaniu swego czynu, biegnie do chatki tajemniczego pustelnika -ma on w sobie nieco z maga i szamana, ale i również z proroka i kapłana, władcy sumień ludzkich. 

Pani bowiem oczekuje od niego zadania pokuty, by mogła zyskać pewność, że prawda o jej zbrodni przepadnie na wieki. Może zyskać spokój - starzec, zasmucony jej zupełnym brakiem skruchy, a jedynie strachem przed karą, stwierdza, że jedynie sam zabity mąż mógłby ją zdradzić przed światem. Pani zatem może wrócić do domu i zacząć życie wolne od trosk. 

Niestety, rzecz nie jest tak prosta. Już spotkane w bramie dzieci pytające ją o ojca, wprawiają ją w zamieszanie i niemalże zdradę tajemnicy: - "Nieboszczyk? co? wasz tato?" -/Nie wie, co mówić na to. Od tej pory reakcje pani będą nieustannie utrzymywały się na granicy histerii. Przerazi ją powrót braci męża i ich zapewnienia, że jej mąż żyje, przerazi ją perspektywa kolejnego zamążpójścia, gdy nadaremnie czekający brata rycerze, po roku sami zaczną się starać o rękę - jak zaczną się domyślać - wdowy. Pani bowiem, mimo upływu czasu, nie zyskuje spokoju. 

O jej mężu zapominają wszyscy, z wyjątkiem jej samej. Ona słyszy nieustannie ducha swego męża, i to zarówno zaraz po jego zabiciu: często w nocnej porze/Coś stuka się na dworze,/Coś chodzi po świetlicy./"Dzieci - woła - to ja to,/To ja, dzieci, wasz tato!", jak i po upływie roku od niej: Boża nade mną kara,/Ściga mnie nocna mara,/Zaledwie przymknę oczy,/Traf, traf, klamka odskoczy;/Budzę się, widzę, słyszę,/Jak idzie i jak dysze,/Jak dysze i jak tupa,/Ach, widzę, słyszę trupa!/Skrzyp, skrzyp, i już nad łożem/Skrwawionym sięga nożem,/I iskry z gęby sypie,/I ciągnie mię, i szczypie. 

Wobec stających do niej w konkury dwóch braci męża, którzy każą jej wybrać spośród nich, pani jest znów bezradna i udaje się po radę do pustelnika. Ten zaś oznajmia jej, że istnieje możliwość rozwiązania, która uszczęśliwi wszystkich i rozwiąże problem najcudowniej: mimo upływu roku od śmierci męża, on jest w stanie go wskrzesić. Ta perspektywa jednak nie cieszy pani, a ją przeraża. Stanowczo się sprzeciwia. Wobec tego starzec radzi jej, by udała się do kościoła w dniu ślubu i spojrzała na wianki, które uplotą zalotnicy. Wybierając wianek - wybierze sobie męża. 

Pani przystaje na ten pomysł, ale gdy dochodzi do momentu wyboru wianka, między braćmi wybucha od dawna tajony gniew - każdy wybrany wianek uważa za swój. Tymczasem okazuje się, że wieńce ślubne pletli rwąc kwiaty z grobu swego brata. Ich spór zostaje rozstrzygnięty ostatecznie, gdy w kościele pojawia się widmo zmarłego męża. Rzuca ono oskarżenie - kolejno - na wiarołomną małżonkę i morderczynię w jednej osobie oraz na braci, którzy tak łatwo o nim zapomnieli. A potem dokonuje się finał - To ja, twój mąż, wasz brat,/Wy moi, wieniec mój,/Dalej na tamten świat!"/Wstrzęsła się cerkwi posada,/Z zrębu wysuwa się zrąb,/Sklep trzeszczy, głąb zapada,/Cerkiew zapada w głąb./Ziemia ją z wierzchu kryje,/Na niej rosną lilije,/A rosną tak wysoko,/Jak pan leżał głęboko. 

Znamiennie jest to, że w cerkwi giną wszyscy - winni, niewinni - każdy, kto zjawił się w kościele na ślubie. Natura romantyczna nie zna żadnej litości. Nim dokonała się kara, za każdym razem, gdy zbrodniarka wystawiała nogę za próg domu, wokół niej zaczynało się widowisko natury osądzającej i potępiającej zbrodniarkę: Bieży prosto do domu/Nic nie mówiąc nikomu./Bieży przez łąki, przez gaje,/I bieży. i staje,/I staje, i myśli, i słucha:/Zda się, że ją ktoś goni/I że coś szepce do niéj,/Wokoło ciemność głucha;/- "To ja, twój mąż, twój mąż!"/I staje, i myśli, i słucha,/Słucha, zrywa się, bieży,/Włos się na głowie jeży,/W tył obejrzeć się lęka,/Coś wciąż po krzakach stęka,/Echo powtarza wciąż:/"To ja, twój mąż, twój mąż!" Choć ludzie zapomnieli, natura bowiem nie zapomina występku przeciwko jej prawom. Jak wygłosił wcześniej, podczas drugiego spotkania z panią pustelnik: Nie masz zbrodni bez kary.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Literatura polska

Zobacz również