​Do króla - analiza i interpretacja

Do króla to szczególna satyra. Może wprowadzać w błąd mało bystrego czytelnika, który uzna, że mistrz tego gatunku, Ignacy Krasicki dopuścił się w niej złamania podstawowego prawa rządzącego satyrą, czyli bezimienności. Każdy jednak, kto wnikliwiej wejrzy w tekst, stwierdzi, ze nadworny poeta Stanisława Augusta Poniatowskiego, stały bywalec obiadów czwartkowych, nie tylko nie złamał zasady bezimienności, ale jeszcze zręcznie napisał dla swego władcy panegiryk.

Do króla - analiza


Cały utwór Do króla otwierający pierwszy cykl Satyr Ignacego Krasickiego to jedna wielka kreacja podmiotu lirycznego, który przybiera w nim rolę chwilami bardzo zacietrzewionego antagonisty władcy (Tyś królem, czemu nie ja?, Pozwolisz, mości królu! że od ciebie zacznę, Przecież muszę wymówić, wybacz, że nie pieszczę,/Powiem więc bez ogródki). 

Ponieważ, jak tytuł wskazuje, mamy do czynienia z liryką zwrotu do adresata, utwór jest pełen apostrof oraz stanowi wyliczenie zarzutów. Napisany tradycyjnym trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, posiada rymy parzyste, dokładne, żeńskie - powoduje to, że czyta się go, jak rzeczywiście wygłaszaną ze swadą mowę. 

Swe argumenty przeciwko królowi podmiot liryczny popiera często maksymami na kształt złotych myśli bądź przysłowiami, np. Im wyżej, tym widoczniej, w zmarszczkach rozum mieszka, Król nie człowiek. itp.).  

  

Reklama

Do króla - interpretacja


Cała satyra Do króla jest jednym wielkim wyliczeniem zarzutów przeciwko osobie władcy. Podmiot liryczny bez ogródek zaczyna swój wywód: Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka;/Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka./Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne,/Pozwolisz, mości królu! że od ciebie zacznę. 

Zastrzegłszy sobie zatem na wstępie prawo do szczerej krytyki, rzuca na wstępie wprost: Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem?/To nie dobrze: krew pańska jest zaszczyt przed gminem. Swoją rację argumentuje tym, że ci, którzy rodzą się z królewskimi koneksjami, władcy dziedziczni inszym powietrzem się żywią, inszą strawą pasą - a efektem jest rozum bez nauki, biegłość bez pracy. A nawet jeżeli nie - od czegóż dwór i poeci? 

Tu podmiot liryczny poświęca uwagę roli twórców w społeczeństwie: Bo od czego poeci? Skarb królestwa drogi,/Rodzaj możny w aplauzy, w słowa nieubogi,/Rodzaj, co umie znaleźć, czego i nie było,/A co jest, a niedobrze, żeby się przyćmiło,/I w to oni potrafią, stąd też jak na smyczy/Szedł chwalca za chwalonym, zysk niosąc w zdobyczy,/A choć których fałsz postrzegł, kompana nie zdradził;/Ten gardził, ale płacił, ów śmiał się, lecz kadził. Argumentowanie sposobami, które ośmieszają stawiane zarzuty, wskazuje na to, że tak naprawdę adwersarz i krytyk króla jest potraktowany ironicznie. 

Nie ma wątpliwości, że każdy ze stawianych zarzutów jest absurdalnym. W sumie służą one temu, by ośmieszyć wrogów Stanisława Augusta i subtelnie tym samym pochwalić osobę władcy. I tak, jako kolejny zarzut pada stwierdzenie: Tyś królem, czemu nie ja? poparty szybkim wywodem: mówiąc między nami,/Ja się nie będę chwalił, ale przymiotami/Nie złemi się zaszczycam. Jestem Polak rodem,/A do tego i szlachcic: a choćbym i miodem/Szynkował, tak jak niegdyś ów bartnik w Kruszwicy,/Czemużbym nie mógł osieść na twojej stolicy? - w tym fragmencie szczególnie możemy dostrzec jak sugestywnie poeta wchodzi w lirykę roli, przywdziewając niejako kontusz butnego szlachetki polskiego, który nie umie uszanować władcy wybranego w efekcie wolnej elekcji, ponieważ nie mieści mu się w głowie oddawanie hołdu i czci komuś, kto nie jest z rodu królewskiego. 

Stąd fragment: Każdy, który stanem/Przedtem się z tobą równał, a teraz czcić musi,/Nim powie: najjaśniejszy, pierwej się zakrztusi./I choć się przyzwyczaił, przecież go to łechce:/Usty cię czci, a sercem szanować cię nie chce - można odczytywać jako nie ironiczny, a raczej jako wyraz szczerej i smutnej refleksji poety nad tym, jak niepokorna natura Polaków może utrudnić władanie nimi nawet przez najlepszego i najbardziej starającego się dobrze służyć krajowi władcę. 

Powrót do absurdalnych zarzutów następuje we fragmencie: Źle to więc, żeś jest Polak; źle, żeś nie przychodzień. Zarzut odnoszący się do tego, że król jest Polakiem, antagonista króla argumentuje... tradycjami starożytnymi (w Lacedemonie/Zawżdy siedział Tessalczyk na Likurga tronie./Greki Archontów swoich od Rzymianów brali,/Rzymianie dyktatorów od Greków przyzwali). Nie znajdując innych argumentów, pomiot liryczny brnie w dalsze ataki: oto młodyś jeszcze./Pięknieżto! gdy na tronie sędziwość się mieści;/Tyś nań wstąpił, mający lat tylko trzydzieści,/Bez siwizny, bez zmarszczków: zakał to nie lada

Śmieszność zarzutów wobec młodości króla sam obnaża mówiąc po chwili: Aleś się poprawił;/Już cię tron z naszej łaski siwizny nabawił./Poczekaj tylko, jeśli zstarzeć ci się damy,/Jak cię tylko w zgrzybiałym wieku oglądamy,/Będziem krzyczyć na starych, dlatego, żeś stary - czym wykazuje, że w zasadzie nawet o osiągnięcie przez króla starości, krytykanccy poddani będą mieli równe pretensje, ponieważ oni po prostu chcą atakować, nawet jeżeli mają przeczyć sami sobie. 

Czwartą przywarą królewską, którą należy wytknąć w satyrze, jest coś, co wydaje się wreszcie być tematem umożliwiającym rzetelną krytykę: sposób rządzenia. A jednak, gdy padają słowa: Król, nie człowiek, a następnie wywód: Po co tobie przyjaciół? niech cię wielbią słudzy./Chcesz, aby cię kochali? niech się raczej boją./Cożeś zyskał dobrocią, łagodnością twoją?/Zdzieraj, a będziesz możnym: gnęb, a będziesz wielkim, jasnym się staje, że nie jest to rzecz, którą traktować można serio, choć po raz kolejny Krasicki przemyca smutną prawdę o tym, że rzeczywiście króla, który by gnębił, czczono by jako wielkiego, choćby z tego względu, że nikt nie odważyłby się na najmniejszą krytykę. 

Natomiast wspaniałomyślność i przystępność króla powodują tyle, że można mieć do niego pretensje nawet o to, że jest zbyt mądry:  Xięgi lubisz, i w ludziach kochasz się uczonych;/I to źle. Porzuć mędrków zabałamuconych. Poparte jest to wątpliwej jakości "mądrością": Żaden się naród xięgą w moc nie przysposobił,/Mądry przedysputował, ale głupi pobił./Ten co niegdyś potrafił floty duńskie chwytać,/Król Wizimierz nie umiał pisać, ani czytać

Ten ostatni argument ostatecznie obnaża naturę antagonistów króla - szlachty zacofanej, śmiesznej lecz zarazem niebezpiecznej w swym, niedouczeniu, braku orientacji w aktualnej sytuacji politycznej, ze wszystkim tym zaś konserwatywnej i niechętnej wszelkim reformom. Do tych zaś dążyło stronnictwo oświeconych patriotów z królem na czele. 

W związku z powyższym wszelkie zarzuty takich przeciwników mogą być jedynie atutami rządzącego władcy: wybranego drogą demokratycznego wyboru, jakiego zalążkiem była wolna elekcja, Polaka zaangażowanego w sprawy swej ojczyzny, energicznego i rozwijającego się przez studiowanie ksiąg i otaczanie światłymi ludźmi. 

Utwór jest panegirykiem, a takie są pisane ze wskazaniem ich adresata. Ciekawe i zastanawiające w tym kontekście są gorzkie słowa Krasickiego pod adresem poetów-pochlebców. Jak zaznaczają jednak jemu współcześni i badacze jego twórczości, sam autor satyry do takowych nie należał i mimo tego, że cieszył się mecenatem króla, nie serwował pod jego adresem pochlebnych utworów. 

Do króla należy zatem do wyjątków, w którym i tak główny nacisk jest położony na kwestię wątpliwej jakości patriotów, utrudniających poprawę sytuacji kraju, którego władca w tym czasie sprzyjał dążeniom do reform.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Literatura polska

Więcej na temat:

Zobacz również