"​Poczwarka" - streszczenie książki Doroty Terakowskiej, cz. I

"Poczwarka" Doroty Terakowskiej to poruszająca historia dziewczynki, która rodzi się z zespołem Downa. Dla rodziców to szok. Nie jest to zatem łatwa opowieść. Jej pierwsze zdanie to ukazanie perspektywy dziecka, któremu dobrze jest we wnętrzu matki, nie ma ochoty wychodzić na świat. Ale jako dar Boga, musi trafić do adresatów. Nawet jeżeli jest darem niepożądanym.

W przeddzień

Córeczka Ewy i Adama rodzi się w luksusowej klinice. Adam jest rozbawiony jej skośnymi oczkami, rzuca dowcipne uwagi o seksowności Azjatek i podejrzeniach wobec Ewy. W niej zaś narasta panika. Gdy Adam wychodzi, zaczyna wypytywać pielęgniarkę o oczka małej. Ale ta udziela wymijających odpowiedzi.

Następnego dnia Ewa dowiaduje się oficjalnie, od lekarza. Mały mongoł - stwierdza z przerażeniem, gdy lekarz tłumaczy jej, że obecnie przyjęła się nazwa muminek, jest sympatyczniejsza. Ale Ewie nie kojarzy się sympatycznie jej dziecko. To ruina marzeń i planów, które mieli - ona i Adam. Wszystko, co mówi lekarz, by ją pokrzepić, dla niej brzmi ironicznie. 

Reklama

Słyszy też o innych zagrożeniach: słaby wzrok, skłonność do katarakty, regułą jest wadliwy system oddechowy, niekiedy zdarzają się zmiany kardiologiczne. wiotkie mięśnie... W pewnym momencie Ewa łapie się na myśli, że przecież to dziecko może umrzeć, a ona wtedy urodzi nowe, zdrowe. Niemowlę zaczyna w tej chwili przeraźliwie płakać. 

Ewa nie ma ochoty spotykać kobiety mającej ośmioletnią córeczkę z Downem, o której mówi jej lekarz. Nie interesuje jej czyjś pozytywny scenariusz niedobrej historii. Lekarz wykazuje się nietypowym zaangażowaniem, nieoczekiwanie i na Ewę spływa fala czułości dla dziecka. Ale jeszcze w finale otrzymuje informację o podejrzanej plamce na obrazie mózgu dziecka.

Decyzja Adama jest szybka: dziecko można zostawić, z czego trzeba skorzystać. Ewa zgadza się w milczeniu, nie chcą przecież współczucia. Oficjalna wersja będzie brzmiała tak, że poroniła albo że dziecko urodziło się martwe. Ewa czuje wobec dziecka litość, ale jednocześnie i bezradność oraz chęć ucieczki.

Kobieta, której Ewa nie chciała poznawać, przychodzi. Razi Ewę swym uśmiechem, sarkastycznie nastraja informacją, że to Dary Pana czy dzieci Boga. Ewa nie ma ochoty słuchać poprawnych komunałów, woli poznać to, co najgorsze. Kobieta mówi jej o fakcie, że córka milczała do piątego roku życia oraz o niezachowywaniu higieny w przedszkolu integracyjnym. 

Ewa, którą przerażało przewijanie dziecka zdrowego, na myśl o takim, które nigdy nie przestaje załatwiać się pod siebie, ogarnia panika. Gdy kobieta nie reaguje oburzeniem nawet, gdy Ewa mówi o pragnieniu śmierci takiego dziecka, zostaje wyproszona. 

Przedtem prosi o możliwość potrzymania małej na rękach. Gdy Ewa pyta: Po co?, pada: Chcę pani dziecku dać to, czego nie umiałam dać własnemu, gdy się narodziło. Na pytanie: To znaczy? odpowiada: Radość z jego przyjścia na świat.

Dzień pierwszy: Księga

Marysia, Migotka, Mysza, Misia - takimi imionami Ewa nazywa swą córeczkę. Na bazie skojarzenia z bohaterami cyklu Tove Jansson, które pasuje z uwagi na nieporadność i pewną ociężałość dziecka z Downem.

Stopniowo jej małżeńska sypialnia przestaje być małżeńską, zaczyna ją wypełniać książkami, których nie lubi Adam, bo nie pasują do charakteru wnętrza. Cały dom urządzony jest zgodnie z projektami dekoratora i mistrzyni feng shui, ale nie niewłaściwy dobór dodatków spowodował, że Adam zaczął sypiać w swym gabinecie, a pojawienie się Myszki. Drzwi w tym pomieszczeniu zostają przerobione na dźwiękoszczelne, by nie było słychać jej płaczu. Sypialnię małżeńską zajmuje w pewnym momencie dziecięce łóżeczko, Ewie, która sama opiekuje się dzieckiem, łatwiej tak funkcjonować.

Ewie ciężko jest być między ludźmi - czasem cieszy się, gdy choroba lub niepogodna uniemożliwiają spacer. Bolesne jest zwłaszcza, gdy częsta w zespole Downa biegunka, powoduje następstwa w postaci uwag wobec Ewy, czynionych przez ludzi na głos. Czasem Ewa wspomina usuniętą ciążę z czasów, gdy była na ostatnim roku studiów, a Adam rozkręcał firmę, jednak odgania te myśli, które nie mają sensu.

Długie godziny spędza nad lekturą księgi Genesis, którą czyta na głos, wierząc, że w efekcie Myszka zaczyna mówić swoje Bóg. Biblia dobija ją na etapie, gdy czyta o wieku biblijnych patriarchów - dla niej jednoznacznym ze skazaniem dziecka na zespół Downa. Ma jednak problem, jakie bajki wybrać dla Myszki. Wszystkie wydają się niestosowne. Wybór pada wreszcie na odtrąconego przez świat Kopciuszka. Samą siebie Ewa obsadza w roli złej macochy, przecież czasem jest brutalna dla dziewczynki, gdy jej brak postępów doprowadza ją do rozpaczy.

Mimo że Myszka ma pięć lat, ciągle nie ma szans na posłanie jej do integracyjnego przedszkola. Ciągle zdarzają jej się nagłe brązowe plamy na rajstopkach. Starannie wypielęgnowany kiedyś dom, staje się pełen śladów jej obecności. Ewa zresztą ma opory przed posłaniem jej go szkoły, gdzie - jak stwierdza - dzieci nie będą pragnęły takiej koleżanki. Ona sama też by jej przecież nie pragnęła. 

Myszka jest niewolniczo przywiązana do swych rytuałów, każde odstępstwo stanowi dla niej powód do dramatu. Niepokoi ją telewizja z jej chaotycznym przekazem, kocha tylko widok ludzi w tańcu. Jedną z reklam z biegającym z komórkę mężczyzną, kojarzy z Adamem.

Po latach słuchania opowieści o Kopciuszku, Myszka zaczyna kojarzyć tę baśń z samą sobą i na kształt Kopciuszka z ilustracji siada na stołeczku wyczekując wróżki. Ewa, która w przypływie rozpaczy, uznała, że jej samej zła wróżka dała poczwarkę, uświadamia Myszkę, że wróżka nie zamieni jej w lekko tańczącego na balu motyla. 

Myszka zaczyna zdawać sobie sprawę z odmienności, zarówno swojej, jak i matki. Ewa mówi jej: Wróżki umieją jedynie przemieniać zwykłych ludzi, takich jak my wszyscy, w kogoś tak niezwykłego jak ty. To odbiera Myszce nadzieję na spełnienie marzenia, powraca ona w innym kształcie o wiele później, gdy do Myszki dociera wróżka we śnie.

Dzień pierwszy: strych

Któregoś dnia, gdy ośmioletnia Myszka z wielkim trudem uczy się sznurowania bucików, dociera do niej głos krzyczącego Adama. Nie chce rozwodu, gdyż nie zniósłby opinii ojca porzucającego dziecko upośledzone. Ale nie chce też znosić obecności córki, której się brzydzi. Nazywa ją poczwarką, której nie można posłać nawet do zwykłej szkoły dla upośledzonych, jej jedynym miejscem jest zakład. Myszkę przeraża słowo poczwarka, ale Ewa ją uspokaja.

Do Myszki powraca sen o locie w górę za sprawą wróżki. Wie jednak, że tak naprawdę nie jest realne to jako lot, ale najwyżej jako wspięcie się, bo rozumie swe ograniczenia. Zaczyna intrygować ją strych, przez matkę zakazywany jako niebezpieczny. Wszystko, co nowe i ekscytujące, jest najczęściej niebezpieczne, Myszka wyczuwa też, że zakazane z przyczyny jej ograniczeń. 

Postrzega świat jako miejsce ludzi, których nie lubi jej matka, a oni nie lubią jej. Na strychu jednak jest wysokość, po której czegoś niezwykłego każe jej się spodziewać wróżka ze snu. Po pokonaniu oporów Ewy, zwalczonych z typowym dla muminków uporem, matka wreszcie prowadzi ją na strych. Jego widok w ciemności, odkrywa przez Myszką nieskończoną ilość odcieni czerni, co ekscytuje ją tak, że oświetlającej go sztucznym światłem Ewie, każe czym prędzej wyjść.

Ewa, początkowo niechętna, jednak skuszona jest wizją chwili samotności. Tak naprawdę stając się jedyną osobą w życiu córki, którą szczelnie oddzieliła od świata, ona sama uległa wielkiemu zniewoleniu. Teraz marzy o chwili ciszy. Każe jednak zamontować na górze najpierw dzwonek, którym Myszka będzie mogła ją przywołać, gdy będzie potrzebować, co Ewie da szansę na spokojny relaks.

Dzień drugi: woda

Pierwsza samotność Myszki na strychu zbiega się z oberwaniem chmury i Ewa może rozkoszować się faktem, ze będąc skazana na siedzenie w domu, nie musi dzielić tego nie pojmującą, że nie można spacerować w deszczu córką. 

Myszka rozkoszuje się na górze obserwacją nieba w maleńkim okienku. Czuje obecność Boga stwarzającego świat, choć nie umie tego nazwać.

Dzień trzeci: ziemia

Adam żyje w poczuciu straty i żalu. Nie może odżałować decyzji Ewy, czuje własną pustkę i jednocześnie ruinę swych planów. Brzydzi się takiej akurat choroby dziecka - jest tak bardzo nieestetyczna. Nienawidzi tego dziecka za krach jego prostej linii życia, w którym wszystko poza nią układa się tak dobrze. Wbrew pozorom, bacznie obserwuje żonę i córkę, i choć do tej pierwszej ma żal za podjętą decyzję, jednocześnie zazdrości jej przeżywania tylu uczuć. 

Potrafi czasem, szybciej niż Ewa ocenić, co mówi Myszka i to on pierwszy dostrzega, jak bardzo córka pragnie tańczyć, co stanowi dla niego pewien wstrząs: ta ułomna istota ma pragnienia jak każdy. Rozmyśla nawet o tym, jak zareagowałaby na balet, ale natychmiast przejmuje go to wstrętem; widział przecież już niejednokrotnie, idąc w ukryciu za Ewą, reakcje przechodniów na Ewę przewijającą dyskretnie pięciolatkę albo na wycie przerażonej córki, której Ewa nie mogła uspokoić przed jakąś wystawą.

Adam dyskretnie dowiaduje się wszystkiego na temat zdrowia i perspektyw córki. Uznaje, że skoro wobec faktu jej ewentualnego długiego życia, po ich śmierci musiałaby trafić do zakładu, lepiej jest zrobić to w tej chwili, gdy rzecz jest mniej dla niej rozpaczliwa. Gdy lekarz mówi mu o tajemniczej plamce na mózgu dziecka, nie okazuje żadnej reakcji, by nie zdradzić się z ulgą. Każdą bowiem myśl o tym, co mógłby robić, a czego nie czyni, prędko obraca w gniew na to dziecko.

Myszka jest prowadzana przez matkę do logopedy, gdzie zarówno ją samą, jak i prowadzącą do skrajnego poczucia senności doprowadza powolne tempo postępów. Myszka mówi bardzo niewyraźnie. Widzi za to dobrze i to ona zauważa czającego się często w ukryciu ojca, który podgląda ją z mamą. Ale nie ma odwagi mówić do niego, wie, że on się jej boi i brzydzi. 

Postanawia zatem zatańczyć, bo wierzy, że to właśnie taniec łączy ludzi, jak nic innego. Okrywa, że oprócz ciała jej wzlot w tańcu uniemożliwia ubranie. Z mozołem zatem rozbiera się do naga i szczęśliwa robi tyle, ile się da, by zatańczyć. Ciało, jak zwykle ją pokonuje - w kluczowym momencie pęcherz nie wytrzymuje i po nogach leci mocz. Stojąca w kałuży Myszka ściąga swym, wyrażanym przez wycie, poczuciem klęski matkę. Ewa przybiega i beszta córkę. Myszka zatem już nie powtarza doświadczenia, choć nie postrzega nagości jako zła - dla niej jest ona piękna.

Gimnastyka korekcyjna, na którą Ewa z polecenia lekarza prowadza córkę, napełnia Myszkę poczuciem klęski. Do tej pory wierząca, że kiedy dorośnie, zatańczy naprawdę i stanie się lekka, teraz widzi na niej dorosłych jak ona. Tak po raz pierwszy Myszka odkrywa, że matka kłamie.

Daleki ojciec jest dla Myszki tym, który w oczywisty sposób przynależy do świata piękna, tak odległego od niej i dla niej według matki - wrogiego. A jednak Myszka marzy, że kiedyś do niej przemówi naprawdę.

Któregoś dnia, spragniona chwili wolnej od rzeczywistości Ewa, pyta Myszki o to, czy nie chce ona odwiedzić strychu, co uszczęśliwia dziewczynkę, ponieważ gdy się jej o tym nie przypomina, ona sama nie jest w stanie tego pamiętać, nawet gdy w tej intencji zaznacza sobie krzyżyk. 

Tego wieczoru jednocześnie matka i córka przeżywają równoczesne uniesienie z powodu trawy - Myszka poprawia Stwórcę, który chce ją uczynić niewłaściwą, a Ewa leży na świeżo wzeszłym trawniku i czuje spływający na nią błogi spokój.

Dzień czwarty: światła

Zamknięty w swym gabinecie Adam zgłębia prace naukowe poświęcone wszelkim upośledzeniom, nie tylko temu, które stało się udziałem jego córki. Chce pojąć, mimo swej zupełnej obojętności religijnej, zdanie Jana Pawła II: W osobie upośledzonej odbija się moc i wielkość Boga. Ze wszystkich określeń, które ludzie nadają osobom z zespołem Downa, do niego najbardziej przemawia nieoczekiwanie to najbardziej górnolotne: dar Pana.

Nieoczekiwanie wraca do niego wspomnienie z odległych wakacji na Mazurach, gdy przebywali wtedy wraz z Ewą na studenckich wakacjach na Mazurach, a wydający im się zdrowymi, nieskażonymi złem cywilizacji ludźmi, ukrywali w swej stodole swe przeraźliwie zdeformowane dziecko, przez całe swe życie przywiązane na łańcuchu, wśród świń. Nieoczekiwanie odczuwa przypływ zrozumienia wobec ponurej w dniu okrycia mrocznej tajemnicy gospodyni, lecz odrzuca prędko to uczucie.

Spokoju nie daje mu dręczące uczucie, że czegoś zapomniał: okazuje się, że są to ósme urodziny Myszki. Powracają uczucia z tamtego dnia, gdy dowiedział się strasznej prawdy: przede wszystkim potrzeba ukrycia się przed współczuciem ludzi. Potem poczucia zdrady ze strony Ewy i świadomości, że już nigdy ich życie nie będzie wspólne.

Zdumiewa go powrót wspomnienia o tajemnicy mazurskiego domku w dniu zapomnianych ósmych urodzin córki i robi rzecz zdumiewającą: każe sekretarce kupić prezent dla ośmioletniej dziewczynki. Podrzuca otrzymaną parę Barbie i Kena w kąt holu, gdzie zwykle bawi się córka i śledzi chwilę, gdy prezent trafia we właściwe ręce. Przeżywa nieoczekiwane wzruszenie.

Dla Myszki odkrycie nie jest do końca doskonałe; pretensjonalna twarz Barbie odbiera odkryciu rangę przemienionego Kopciuszka. Stwierdza, że parą jest idealna pani i pan-tata z telewizora. Kiedyś zajrzy do ich środka, póki co, bardziej interesuje ją pójście na strych.

Któregoś dnia Adam atakuje Ewę pytaniem o "potem". Myszka, towarzysząca im w tej rozmowie, nie rozumie jej znaczenia, ale na Ewę spływa lęk o to, że rzeczywiście "potem" jest nieznane, a ona zamknęła się w "teraz".

Teraz poczucie władzy nad Myszką daje jej strych, na którym córce bardzo zależy. Dla strychu dąży do robienia postępów, dla strychu nie robi awantur o kolejne porcje jedzenia (ma typowe z zespole Downa niebezpieczne łakomstwo). Myszka osiąga etap rozwoju, na którym mogłaby zostać przyjęta do przedszkola, tęskni za towarzystwem dzieci - ale ma już osiem lat. Niektóre dzieci jej się boją, a jeżeli nawet nie - ich matki stoją na granicy tego, by Myszka się mogła do dzieci naprawdę zbliżyć.

Na strychu Myszka tym razem widzi stwarzanie wszystkich ciał niebieskich i znużona widowiskiem usypia. Ewa zaś, zniósłszy Córkę na dół, widzi rój spadających gwiazd, na widok których nie marzy. Jej marzenie, jedyne jakie ma, i tak się nie spełni.

Dzień piąty: życie

Adam zawsze pragnął dziecka. W tym widział sens swych życiowych dążeń: w przekazaniu dziecku plonów tego, co osiągnął. Jednak nie mogła tym dzieckiem być Myszka, która na chwilę odebrała mu sens życia. Odzyskał go myśląc o dziecku drugim. Czuje się rozżalony tym, że Myszka urodziła się zbyt wcześnie, że jeszcze czas jakiś, a postęp w genetyce nie pozwoliłby na zaistnienie żadnego kalekiego dziecka. 

Genetyka to dla niego realizacja tego, co ujęto słowami o przemawianiu przez człowieka głosem Boga. Z przerażeniem jednak odkrywa zbieżność swego i naukowców idealnego planu z wizją, jaką miał już przecież Hitler, nieznający nawet słowa "gen". Nieoczekiwanie nachodzi go refleksja, czy rzeczywiście społeczeństwo ludzi idealnych będzie lepsze od tego, jakie stworzył biblijny Bóg.

Refleksjom towarzyszy niespodziewane odkrycie: z racji, że Adam często słucha muzyki poważnej, a Myszka bawi się blisko jego dźwiękoszczelnych drzwi gabinetu, przenika to do jej umysłu i okazuje się, że bawiąc się lalkami od Adama nuci ona utwór Mahlera. Udaje się jej ustawić lalki na stojąco i sama zrywa się szczęśliwa wołając: Taaaaa!, co w jej języku oznacza taniec. 

Na twarzy ma wyraz czystego szczęścia i Adama irytuje Ewa, która przybiega zwabiona głosem małej i chwali ją jak zwierzątko, gdy on odkrył ją w chwili, w której objawił się w niej cel absolutu: szczęście - ważniejsze niż jej niedoskonałość. Przemówił przez nią Bóg. Po chwili jednak czuje się zażenowany sam sobą i z gniewem strąca książki o genetyce. Pewne dla niego są tylko liczby i to one niosą mu spokój, gdy wchodząc do sieci, wybiera strony firmy.

Myszka, w przeciwieństwie do Ewy, bardzo lubi poważną muzykę słuchaną przez Adama. To ją nuci, gdy na strychu widzi widowisko stwarzania morskich stworzeń i ptaków. On nie chce tego dnia stwarzać więcej i Myszka ze smutkiem czeka tak długo aż nachodzi ją Ewa. Na podłodze strychu leży piórko. Mogłoby uchodzić za piórko zwykłego ptaka, ale jest różowe. I Ewa nie może tego zracjonalizować, zatem szybko zapomina. Myszka nie i zabiera swój skarb.

Dzień szósty: życie, ciąg dalszy

Adam odnotowuje nowe zjawisko w domu: ciszę. Nie ma pojęcia, co z Myszką, bo Ewa leży na kanapie czytając. Myszki nie ma, Adam odkrywa tylko po niej nagość porzuconej Barbie, która go śmieszy swą hipokryzją: lalka ma biust, a nie ma waginy.

Myszka jest zaintrygowana, ale i zaniepokojona tym, co zostanie stworzone na strychu tym razem. Ma w głowie pełno obrazów przemocy, których matka nie cenzuruje jej, choć czyni to w przypadku filmów erotycznych.

Zatem gdy widowisko stwarzania wszystkich przyjaznych stworzeń, jakie ona zna dobiega końca, a On zdaje się coś trzymać w zanadrzu, Myszka wpada w panikę i po raz pierwszy wzywa dzwonkiem matkę. Ewa wpada na strych przerażona i paraliżuje ją absurdalnym strachem ciemność. Nieoczekiwanie uspokaja ją sama Myszka i Ewa znajduje wreszcie kontakt. Myszka zwraca jej uwagę na odgłos z zewnątrz.

Gdy wychodzą do ogrodu, przez trawę idzie kociak, którego Myszka z nieoczekiwaną u niej delikatnością i spokojem zwabia do domu. Ewa jest zachwycona wpływem zwierzęcia na jej niepełnosprawne dziecko i godzi się na zwabienie kota do domu.

Nieświadom obecności kota Adam, który unika patrzenia na Myszkę, szykuje sobie w kuchni kanapki z pastą z łososia. Zwabiony zapachem kociak zaczyna wspinać się po jego nodze, a przerażony gwałtownym atakiem pazurów Adam odruchowo pozbywa się go wierzgnięciem. Kociak przelatuje w powietrzu kilka metrów i uderza w szafkę. Jego ciałko nieruchomieje.

Ewa w napięciu czeka na reakcję Myszki na pierwszą w jej życiu śmierć. Ale nieoczekiwanie nie ma wybuchu, nie ma żadnego ataku, tylko wyczekiwanie. Nagle Ewa niezrozumiale dla siebie samej wypowiada głośno: I panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebieskim, i nad wszelkim zwierzem na ziemi.

To, co teraz robi Myszka, Ewie niepokojąco przypomina zapowiedź epilepsji. Dziewczynka wbija oczy w górę przyzywając kogoś nagląco: Neee... neee.. oć, oć. Z głowy kociaka sączy się krew i zwierzątko ewidentnie nie żyje. Ale nagle dom spowija nienaturalna cisza, której nic nie ożywia, po czym przez dom przebiega westchnienie, na które zdawała się czekać Myszka. Jej włosy i wszystko wokół unosi podmuch.

Przeciąg - racjonalizuje Adam. Myszka radośnie się śmieje i z pełnym spokojem rusza do kociaka, mówiąc Oć, oć - kociak, który powinien nie żyć, siada powoli i zaczyna myć skrwawiony pyszczek. Myszka poleca go nakarmić. Ewa nalewa mu mleka. Gdy Adam wzrusza ramionami i wychodzi, Myszka zabiera tubkę pasty z łososia i wyciska kotu na ziemię. Ten porzuca mleko i łakomie rzuca się na pastę.

Zszokowana Ewa oznajmia córce, że to ona ma prawo nadać kotu imię. On daa - mówi Myszka, a Ewa interpretuje to jako fakt, że z niespodziewanych powodów Myszka uznała kota za prezent od Adama.

On sam, zamknięty w gabinecie przeżywa sytuację, z przykrością uświadamiając sobie, że nie doszłoby do niej, gdyby nie to, że unika wzrokiem Myszki. Myśli o jego wymarzonym domu, w którym nie byłoby żadnego problemu w obecności zwierząt, byłyby oczywiste przy dzieciach. Irytujące wypowiedzenie przez Ewę cytatu z Biblii powoduje u niego znów niechciane rozważania o tym, czy zwierzęta trafiły we właściwe ręce i czy w ogóle w ludzkie ręce powinno coś trafić. Jak zwykle pogrążenie się w niechcianych i niekomfortowych rozważaniach powoduje w nim wzrost gniewu na córkę.

Myszka zasypiająca w sypialni małżeńskiej razem z matką i kotem przez chwilę niepokoi się tym, co on stwarza na strychu. Ale mówi mu na głos, że to, co zrobił dla kota, było dobre: To...y...obe...


Artykuł pochodzi z kategorii: Literatura polska

Zobacz również

  • Satyra "Pijaństwo" - treść Satyra "Pijaństwo" przedstawia spotkanie dwóch znajomych szlachciców . Jeden z nich skarży się na złe samopoczucie i dolegliwości, które są skutkiem... więcej